SIEMACHA

Tworzymy otwarte, zasobne i uczące się społeczności oparte na wolnym wyborze, szczerym dialogu i poszanowaniu zasad.


Przejdź do siemacha.org.pl

lub wybierz obszar, który Cię interesuje
TERAPIA
Siemacha Bar

Tajemnica dobrej psychoterapii: wywiad z Ryszardem Izdebskim

2016 11 03
"Nie wiadomo czy to ręka opatrzności czy kompletny przypadek. Kiedy zaczynałem studia do głowy by mi nie przyszło, że kiedykolwiek w życiu będę wykonywać taki zawód. Dzisiaj myślę, że lepiej  nie mogłem trafić. Po prostu mam super pracę" – z Ryszardem Izdebskim rozmawiamy o powstaniu Krakowskiego Instytutu Psychoterapii, o ideach jakie mu przyświecają i tym co liczy się w zawodzie terapeuty.

Po co nam psychoterapia?
Niestety nie da się udowodnić, że ludzie bez psychoterapii wyginą. Kiedyś kolega powiedział mi, że psychologów trzeba zastrzelić, bo przez nich są tylko problemy i zabiera się dzieci rodzinom. Odpowiedziałem, że można też wystrzelać dentystów, bo dawniej ich nie było i ludzie żyli, wyrywając zęby u kowala. Takim tropem wszystkich możemy się pozbyć. Jest natomiast prawdą, że psychoterapia pomaga wielu ludziom unikać różnych chorób somatycznych i psychosomatycznych. Ona pomaga żyć w zgodzie z samym sobą.
 
Czy Kraków jest stolicą psychoterapii?
Polska psychoterapia narodziła się w zasadzie w tym właśnie mieście. Dzięki profesorowi Antoniemu Kępińskiemu, który był uznanym psychiatrą i psychoterapeutą. Jego wychowanką była z kolei moja szefowa, profesor Maria Orwid. Interesowała ją przede wszystkim terapia rodzin i sprowadziła do Krakowa najbardziej znanych na świecie specjalistów, od których uczyliśmy się psychoterapii. Dbała o to, abyśmy wyjeżdżali za granicę i mieli kontakt z różnymi ośrodkami na całym świecie. Byliśmy superwizowani przez najlepszych terapeutów świata, jako pierwsi w Europie Wschodniej szkoliliśmy się w problematyce wykorzystywania seksualnego dziecka w rodzinie. Jeżeli chodzi o systemową terapię rodzin Kraków stał się czołowym ośrodkiem w Polsce właśnie dzięki nim.
 
Dowiedziałam się od Twoich kolegów, że chciałeś być polonistą. 
Tak, w wielkim skrócie, ale nie to było mi pisane. Najpierw skończyłem przez „pomyłkę” pedagogikę. Potem chciałem być filozofem, aby jednocześnie uniknąć wojska. W pewnym momencie postanowiłem jednak, że już raczej wolę do niego iść niż być doktorem filozofii w  marksistowskim kraju i zrezygnowałem ze studiów doktoranckich. Nie sądziłem, że za mojego życia komuna upadnie. Podjąłem pracę w Wojewódzkiej Poradni Wychowawczo-Zawodowej w Dziale Psychoterapii i Wychowania Seksualnego Młodzieży. Rozpocząłem studia podyplomowe z psychologii klinicznej i odbyłem staż w Oddziale Młodzieżowym Kliniki Psychiatrycznej. To miejsce na tyle mi się spodobało, że podjąłem pracę w powstającej właśnie Klinice Psychiatrii Dzieci i Młodzieży. Następnie były specjalizacje, z jednej strony z psychologii klinicznej, a z drugiej z psychoterapii. Równolegle przez 10 lat bardzo intensywnie działałem w Solidarności. To był ciekawy czas.
 
W tym roku Krakowski Instytut Psychoterapii obchodzi jubileusz 10-lecia działalności. Jesteś jednym z ojców założycieli. Jak doszło do powstania, teraz już ponad czterdziestoosobowego zespołu psychoterapeutów?
Tak naprawdę to wszystko zaczęło się od mojego spotkania z Andrzejem Augustyńskim i pomysłu, aby stworzyć coś razem. Środowisko SIEMACHY paradoksalnie spełniało nasze marzenia o systemowej ofercie psychoterapeutycznej. Nigdy wcześniej w Klinice nie mieliśmy żadnego zaplecza wychowawczego dla pacjentów kończących terapię, a martwiliśmy się ich dalszym losem. Pierwsza filia KIP powstała na Podbrzeziu dzięki uprzejmości Gminy Żydowskiej i korzystamy z tego lokalu do dziś. Następnie wygraliśmy konkurs na prowadzenie ośrodka na osiedlu Krakowiaków, a w kolejnym konkursie zaproponowaliśmy prowadzenie ośrodka przy ulicy Ptaszyckiego, który wydawał się wszystkim „od czapy”. Psychoterapia na peryferiach Krakowa, w Nowej Hucie, w ogromnych przestrzeniach? Okazało się jednak, że to się udało . I tak w byłej ochronce dla dzieci żydowskich na krakowskim Kazimierzu, w byłej knajpie na nowohuckim osiedlu Krakowiaków oraz w sportowym kombinacie , gdzie ćwiczy się boks i piłkę nożną jest psychoterapia. Czy to nie cudowne?
 
Czy to wtedy odkryłeś dla siebie SIEMACHĘ? 
Tak. Zauważyłem, że działa sprawnie, transparentnie, uczciwie i nie jest, jak pierwotnie myślałem, organizacją kościelną. Jak diabeł święconej wody unikam środowisk wykluczających ludzi z różnych niezależnych od nich „powodów” – religii, koloru skóry, biedy czy choroby, więc cieszyłem się, że trafiło mi się jak ślepej kurze ziarno fajne towarzystwo. My też jakoś się wpisaliśmy w SIEMACHĘ. Chociaż jesteśmy narzędziem wyspecjalizowanym do pomocy dzieciom chorym czy rodzinom z problemami, to jednak doradzamy również kolegom i koleżankom pracującym z wychowankami w placówkach dziennych i całodobowych oraz superwizujemy ich. Pedagodzy i psychologowie mogą się do nas zwrócić w potrzebie i my oferujemy im pomoc. Przydajemy się sobie nawzajem.
 
Czyli jest to historia dotycząca idei?
Uważamy, że jest wielu ludzi, którzy potrzebują profesjonalnej rozmowy prowadzonej przez kogoś, kto ma wiedzę i doświadczenie kliniczne. Kogoś, kto jest psychologiem lub lekarzem, potrafi zdiagnozować chorobę. Chcieliśmy powołać profesjonalny zespół, do którego nie trzeba skierowania psychiatrycznego. Udało nam się stworzyć ośrodek, w którym zajmujemy się tym, co wydaje nam się najbardziej zaniedbane, czyli terapią rodzin.
 
Czym różni się KIP od innych ośrodków?
W naszych placówkach jest i przyjemnie, i profesjonalnie. Świadczymy usługi terapii grupowych, indywidualnych czy rodzinnych, ambulatoryjnie lub w domu pacjenta. Rodziny w trudniejszym położeniu mogą liczyć na „przywilej kolejkowy”. Jeżeli kieruje je do nas Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej, to przyjmujemy je prawie natychmiast. W naszych zespołach mamy oprócz pedagogów i psychologów także psychiatrów, którzy również są psychoterapeutami certyfikowanymi przez Sekcję Naukową Psychoterapii i Terapii Rodzin Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. KIP to przede wszystkim mądrzy, ideowi ludzie.
 
Staracie się być dostępni dla pacjenta. Mówi się, że KIP jest „dostępny z ulicy”
Ludzie nie zawsze chcą przekroczyć bramę szpitala, nie chcą wejść do budynku z tabliczką „katedra psychiatrii”, bo się wstydzą. Nasza nazwa nie naznacza w żaden sposób. Do KIP trafić może każdy z każdym problemem. Razem z kolegami uznaliśmy, że w Krakowie powinna powstać instytucja psychoterapeutyczna świadcząca usługi poza Narodowym Funduszem Zdrowia i udało nam się ją stworzyć.
 
Dokąd zmierza KIP?
Wiele lat temu podjęliśmy się realizacji dużego, społecznego zadania, które jest kontynuowane. KIP jest coraz większy dzięki oddziałom w Rzeszowie i Tarnowie, myślimy także o kilku kolejnych lokalizacjach. Chcielibyśmy, aby Instytut stał się także ośrodkiem naukowo-badawczym co osiągamy dzięki indywidualnym doktoratom i pracy w międzynarodowym zespole badawczym nad analizą przymierza terapeutycznego opartego o model SOFTA.
 
Co byś zrobił z dodatkowym milionem na koncie?
Słowo „dodatkowy” sugeruje, że mam już parę innych milionów, ale niestety tak nie jest. Wykorzystałbym te pieniądze, aby doskonalić „zasoby ludzkie”. Żal mi młodych kolegów, którzy „zajeżdżają się” na śmierć, żeby opłacić sobie szkolenia zawodowe. Niektórzy mnie przestrzegają, że inwestuję w ludzi, którzy potem mogą mnie porzucić. Mnie to nie przeszkadza, bo to nie zdrada małżeńska, a po prostu pójście swoją zawodową drogą. Zakładam też, że każdy z nas pamięta co otrzymał, bo sam pamiętam co otrzymałem od profesor Marii Orwid, od profesora Bomby i od młodych kolegów. Mnie się udało w życiu – jestem w miarę wykształcony, zdrowy, w miarę inteligentny, mam dobrą rodzinę. Nie wszyscy mają to szczęście. Naszym obowiązkiem jest niesienie pomocy tym, którzy nie mają takich możliwości zadbania o siebie.
 
Ryszard Izdebski, Wiceprzewodniczący Zarządu Stowarzyszenia SIEMACHA, Dyrektor Zarządzający Placówek Terapeutycznych. Pedagog, specjalista psycholog kliniczny, psychoterapeuta, terapeuta rodzin, superwizor psychoterapii Sekcji Naukowej Psychoterapii i Terapii Rodzin Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego z wieloletnim doświadczeniem. Kierownik Zespołu Hospitalizacji Domowej dla Dzieci i Młodzieży przy Klinice Psychiatrii Dorosłych, Dzieci i Młodzieży Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.